Polski antysemityzm jest defensywny.

Czy Polska jest krajem antysemickim. Próbę odpowiedzi na to pytanie podjęła się żydowska organizacja ADL. Otrzymawszy uprzednio pieniądze od niemieckiego Volkswagena, który troszczy się o Żydów szczerze i nieustająco, ADL przeszło do badań. Aby dać zadość naukowej sztuce, cały sztab odpowiednio wyedukowanych „znawców tematu” przygotował ankietę, która w kilku błyskotliwych pytaniach miała dać odpowiedź, gdzie antysemityzm zalęgł się trwale i gdzie przekornie wciąż wzrasta i wzrasta. Żeby nie było, do badania wytypowano oprócz Polski jeszcze kilkanaście państw, ale z góry upatrzona ofiara musiała być ustrzelona.

Wynik zaskoczył chyba wszystkich, oprócz samych autorów badania. Bo ci zapewne cmokając głośno wypowiedzieli „a nie mówiliśmy”. A zachodni adresat całego przedsięwzięcia, z typową dla Anglosasów ignorancją, przyklasną i w podskokach wyraził oburzenie. Polska najbardziej antysemickim krajem na planecie Ziemia, a z dużym prawdopodobieństwem również najbardziej antysemicki kraj w tej części galaktyki.

Mniejsza o to, że nie przebadano wszystkich państw świata. Mniejsza o to, że pytania były w ten sposób sformułowane, że w zasadzie nie same czyny były problemem, a myśli. Tak, drodzy Państwo, mamy do czynienia z „myślozbrodnią”. To swoiste „novum”. Bo jak w ogóle śmieć śmie śmieć i pomyśleć coś przeciwko żydowskiej supremacji. Dziś, aby zostać antysemitą, nie trzeba już ciskać cegłą w okna synagogi. Obecnie wystarczy sam pogląd, że Żydzi mają dominującą pozycję w świecie, mediach, finansach, polityce. I nie jest tutaj istotne, czy tak jest faktycznie. Tego nie badano. W zasadzie samo stwierdzenie faktu, może być zbrodnią najcięższą w XXI wieku.

Paradoksalnie ten sam pogląd wyrażają murzyni i lewicowi aktywiści, którzy ni mniej ni więcej stwierdzają, że mamy do czynienia z białą supremacją. Że biali dominują w ekonomii, mediach (coraz mniej), sporcie czy kulturze masowej. Czy w związku z tym nazywamy tych ludzi antybiałymi? Przecież stwierdzają pewien fakt, a już inna historia dlaczego tak się dzieje. (Na marginesie Żydzi nie uważają się za białych).

I wracając do tematu drapieżnego, wzrastającego i panoszącego się antysemityzmu w Polsce. Chciałbym zwrócić Państwa uwagę na fakt, że ten antysemityzm jest defensywny i wtórny do tego co robią Żydzi. W przeciwieństwie do zachodnich utopii, gdzie mamy mnóstwo ataków na Żydów (W Niemczech około 1500 ataków w ciągu roku), w Polsce do tych ataków praktycznie nie dochodzi, ich ilość spada, a media nieproporcjonalnie nagłaśniają każdy z nich, dając wodę na młyn takim organizacjom jak ADL. Na szczęście policja szybko wykrywa sprawców, a sądy wydają bardzo surowe wyroki.

Nie możemy natomiast pozwolić na to, aby zabroniono nam myśleć i mieć własne opinie! Nie możemy się dać zastraszyć przed posiadaniem tych opinii! Bo jeśli ktoś chce przyjść i zabrać nam naszą przyszłość to mamy prawo nazwać takiego skur… bandytą, złodziejem i mieć o nim jak najgorsze zdanie.

Silne kobiety żyją same, silni mężczyźni opiekują się słabymi kobietami, a słabi mężczyźni są spisani na straty.

Odwieczny porządek publiczny jest nieubłagany. I nic tutaj nie pomoże inżynieria społeczna oraz przebudowywanie społeczeństwa na swoją modłę. Są pewne odwieczne prawidła, które nie zmieniają się w 100 czy 1000 lat. Jednym z tych prawideł jest reguła, że kobieta zazwyczaj wiąże się z mężczyzną silniejszym od siebie, gdzie pod pojęciem siły rozumie się nie tylko siłę fizyczną, ale również siłę ekonomiczną i społeczną (hipergamia kobiet).

W naturalnym środowisku tak zazwyczaj było, że przeciętny mężczyzna miał dużo większe możliwości kumulowania dóbr materialnych. Miał też zazwyczaj większy imperatyw wewnętrzny w dążeniu do władzy, bogactwa oraz eksploracji nowych terytoriów. To na mężczyźnie spoczywał ciężar kształtowania świata zewnętrznego. Kobiety były bardziej statyczne, zajmowały się domem, małymi dziećmi oraz relacjami wewnątrz rodziny. W zasadzie taki model społeczeństwa to 99,9 procent istnienia naszego gatunku. Jednak ktoś miał pomysł aby to zmienić. Marksiści kulturowi postanowili zabawić się w inżynierię społeczną. Tak się akurat złożyło, że połączyli siły z właścicielami wielkich koncernów, które widziały interes w tym, żeby rozbić rodzinę i zawładnąć umysłami kobiet. Dlaczego to było takie ważne? Bo to kobiety odpowiadają za większość wydatków konsumenckich. Mimo że zarabiają mniej niż mężczyźni, to wydają więcej. Gdzie tu logika? I gdzie są ci, co walczą o równouprawnienie?

Zmiany rozpoczęły się po II wojnie światowej. Na początku powoli, później coraz szybciej. Przełomowym momentem była rewolucja seksualna. Od tego momentu było z górki. W telewizji, w reklamach, w filmach i muzyce. Wszędzie promowano zmianę paradygmatu relacji międzyludzkich. Kobiety w mediach stały się „niezależne”, powstały organizacje walczące o prawa (przywileje) kobiet. Panie wysłano na studia, po których stały się jeszcze bardziej „niezależne” i roszczeniowe. Mniejsza o to, na ile przydatne są studia, które ukończyły. Ważne, że były bardziej wykształcone od męskiej swołoczy kładącej glazurę, czy wymieniającej klocki hamulcowe w ich Toyocie Yaris. Czuły się lepsze.

Obecnie mamy sytuację taką, że „silne” i „niezależne” kobiety, wsparte przez system parytetów i promocję różnorodności oraz sztuczne zwiększenie zapotrzebowania w firmach na „umiejętności miękkie” związane z eksportem miejsc pracy do Azji, mają problem ze znalezieniem mężczyzn lepiej sytuowanych od siebie. Ci mężczyźni, którymi te panie są zainteresowane, wolą znaleźć sobie kobietę mniej wykształconą i „niezależną” którą otoczą opieką i podciągną ją wyżej na drabinie społecznej. Idąc z duchem czasu, silne kobiety w myśl idei równoupranienia i feminizmu, powinny zaopiekować się „słabszymi” mężczyznami, którzy z różnych przyczyn nie radzą sobie w obecnych realiach.

A dlaczego mężczyźni często sobie nie radzą? Bo jako gatunek, nie żyjemy w naturalnym środowisku. Nie jest naturalna dla mężczyzny praca w biurze i mieszkanie w bloku. Temat braku męskiego przystosowania do współczesnych warunków życia i pracy wart jest rozwinięcia, ale to uczynię innym razem. Na tą chwilę pragnę potępić wszystkie media, które krytykują „słabych” mężczyzn i gloryfikują „silne” kobiety. Te wszystkie media, które wyśmiewają i wyzywają od „inceli” i nie wykazują chociaż odrobiny zrozumienia tematu. Bo jeśli mamy równouprawnienie i je wspieramy, to szlachetnym i zbawiennym jest promowania społecznej postawy, gdzie silni chronią słabszych. Dlaczego więc „silne” kobiety nie chronią „słabszych” mężczyzn? A no właśnie i tu dochodzimy do największej przeszkody równouprawnienia i zakalca jakim jest feminizm! Jest nim kobieca natura, która jest niezmienna, tak jak niezmienna jest męska natura. Dlatego „silne” kobiety nie przekażą swoich genów dalej i przez to spowodują prędzej czy później powrót patriarchatu. A mogły uczynić inaczej, obniżyć wymagania i rozmnożyć się z równym sobie lub ciut niżej sytuowanym mężczyzną.

Mężczyzna w Polsce to człowiek drugiej kategorii.

Jesteśmy szczęśliwcami. Żyć nam przyszło w XXI wieku. Futuryści obiecywali nam tak wiele. Mieliśmy mniej pracować, taniej podróżować, wiele chorób miało odejść w zapomnienie. Skoro miało być tak dobrze to dlaczego jest tak źle? Oszukali nas?

Pamiętam jak w latach 90-tych w telewizorze dużo mówiło się o równouprawnieniu, o tym jak kobiety są dyskryminowane i wykluczane. Nigdy tego nie rozumiałem, myślałem „jak to, dlaczego tak robią, wszyscy ludzie powinni być równi”. Wtedy jeszcze nie rozumiałem jak działa świat i jak działa każda z płci. W ogóle w tamtych czasach mało kto się nad tym zastanawiał i mało było książek i opracowań na ten temat. Była to wiedza bardziej tajemna niż jawna. To sprawiło, że propaganda globalistów padła na podatny grunt. Wielu ludzi, chcąc uchodzić za postępowych, poszło z duchem czasu powtarzając jak roboty farmazony o równouprawnieniu, dyskryminacji, patriarchacie. Nikt nie dodał tylko, że równouprawnienie nie miało na celu również równouobowiązkowienia.

Prawda była nieco inna. Nie było żadnego patriarchatu. Jeśli już to był raczej matriarchat i kult matki Polki. Każda z płci była jakimś sensie dyskryminowana i ograniczana, a wynikało to z podziału ról społecznych i ekonomicznych na męskie i żeńskie. A brutalne wdarcie się w ten system pochodzących z zachodniej europy ideologii spowodowało zachwianie naturalnej równowagi płci.

Zauważono tylko jedną stronę monety, zauważono ograniczenie kobiety w robieniu kariery, zarabianiu pieniędzy oraz swobodnego dysponowania swoją płciowością. Nie zauważono, że ograniczenie wolności kobiet było także ich ochroną. Zignorowano fakt, że mężczyzna, mimo że mógł robić karierę i miał niby więcej władzy w małżeństwie to jednocześnie był tym „pierwszym do odstrzału”, częściej obrywał od życia, częściej spotykał się z agresją innych oraz częściej brał na siebie ryzyko. Proszę zauważyć, że strażacy, którzy przybyli jako pierwsi gasić pożar w Czarnobylu to byli mężczyźni! Przy całej tej akcji praktycznie nie było kobiet. Te pojawiały się dopiero w roli personelu medycznego i też swoją ofiarę poniosły, ale nie były „pierwsze do odstrzału”.

Pragnę postawić tezę, że sam fakt bycia „pierwszym do odstrzału” oraz za branie na siebie ryzyka i odpowiedzialności w przypadku wojny czy katastrof naturalnych mężczyźni powinni być uprzywilejowani i darzeni szacunkiem. Tak jednak nie jest. Kobiety oczekują szacunku do siebie za to, że są kobietami, że rodzą dzieci. Jednak mężczyzna nie jest szanowany za sam fakt bycia mężczyzną. W ogóle nie jest szanowany, nawet jeśli jest przydatny i spełnia swoją rolę. Powszechnie uważa się, że to jest „męski psi” obowiązek aby wywiązywać się ze swojej roli. Nie licz więc na szacunek od kobiet za to co osiągnąłeś i zrobiłeś dla nich. Jeśli dziś powinie ci się łapa, to zostaniesz spuszczony w otchłań niegodziwości. Nie będzie pamięci o wzniosłych zwycięstwach. Dziś jesteś nikim więc spadaj.

Facet w naszym kraju, według kobiet, ma trzy role do spełnienia w swoim krótkim i smutnym życiu. Ma zapierdalać, płacić i zdechnąć jak już nie będzie mógł spełniać dwóch pierwszych ról. Dlaczego godzimy się na takie traktowanie? Winne jest pokolenie mężczyzn cmokających kobiety w rączki, pokolenie, które dało sobie wejść na głowę, dało się zdominować przez kobiety, stawiając je na piedestale i jednocześnie deprecjonujące swoje własne potrzeby i swoją naturę. Są to mężczyźni wychowani bez ojca, nawet jeśli ten ojciec gdzieś tam fizycznie był, to nie był w pełni obecny w ich życiu. Nie pokazał im jak to jest mieć swoją męską godność, jak to jest mieć honor i tego honoru bronić. W szczególności bronić go przed kobietami!

Obecnie mężczyzna jest człowiekiem drugiej kategorii. Jest dyskryminowany w mocy prawa. Później przechodzi na emeryturę i krócej żyje (zapierdalanie,płacenie i zdechnięcie), nie ma prawa do rodziny, bo rodzina to kobieta i dziecko/dzieci. Ty możesz być bankomatem, a jeśli nie chcesz to sąd z ciebie taki bankomat zrobi i zmusi do płacenia nasyłając komornika. Nie masz prawa do dziecka. Kobieta jeśli chce dziecka, to zawsze swój cel osiągnie. Ty nie masz na to szansy. Dziecko zawsze będzie od ciebie w jakiś sposób odcięte poprzez cały system matriarchalnego terroru tak społecznego jak i prawnego. Jeśli nie będziesz w końcu chciał realizować się jako bankomat i niewolnik w relacji z kobietą, to zostaniesz przed media nazwany incelem, nieudacznikiem i zewsząd spadną na ciebie obraźliwe epitety. Rodzina się od ciebie odsunie.

Jeśli jednak sytuacja będzie kryzysowa, to wszyscy sobie przypomną o tobie, nieudaczniku i incelu. Nagle staniesz się potrzebny bo będzie wojna, albo będzie trzeba gasić jakiś pożar, albo poświęcić się dla dobra wspólnego. Ci psychopaci na górze piramidy, rządzący naszą rzeczywistością, z łatwością będą szafować twoim życiem i zdrowiem bo dla nich jesteś nikim, jesteś narzędziem. A kobiety tylko im przyklasną. Bo tak jest wygodniej. Bo to męski/psi obowiązek. Bo co to za chłop co w wojsku nie był. Dlatego promuję zdrowy męski egoizm. Bez tego nie będziemy szanowani. Zapraszam do poprzedniego wpisu o tym właśnie tytule.

Feminizm jest potwierdzeniem kobiecej hipergamii.

Zaznajomiłem się w ostatnim czasie z wpisami kilku pań-feministek i zauważyłem kilka cech wspólnych u tych kobiet, które wskazują na ich silne hipergamiczne postrzeganie świata.

Feministki żądają dla siebie szczególnych praw, chcą władzy i przywilejów. Chcą tej władzy i przywilejów dla każdej kobiety. Jako argument za przyznaniem tych benefitów przywołują złą sytuację kobiet na przestrzeni dziejów i rzekomą dobrą pozycję mężczyzn. Jaka to dobra sytuacja mężczyzn miała miejsce? Zacytuję tutaj wpis z jakiejś strony dla kobiet „po trzydziestce”:

Męskie przywileje były w przeszłości jasno określone – tylko oni mogli głosować, studiować na uczelniach, dziedziczyć majątek i zarządzać nim bez nadzoru męskiego opiekuna.”

Czytaj więcej: https://kobietapo30.pl/mezczyzni-ktorzy-nienawidza-kobiet-kim-sa-redpillersi-i-jak-wyglada-rebelia-prawiczkow/

I mamy tutaj ewidentny przykład kogo feministki uważają za mężczyzn. Są nimi wysoko postawieni, dobrze urodzeni mężczyźni z klas wyższych, być może mieniących się pochodzeniem szlacheckim. Bo tylko tacy mogli korzystać z przywilejów wskazanych w cytowanym tekście. Mężczyźni praw wyborczych nie mieli prawie tak samo długo jak kobiety! Ilu takich uprzywilejowanych było wśród ogółu ludności męskiej przez ostatnie kilka tysięcy lat znanej nam historii? Ja tę liczbę oszacuję między 1 a 10 procent. Czyli kobiety za mężczyzn uważały maksymalnie jednego mężczyznę na dziesięciu. Inni byli niewidoczni. Mogli sobie cierpieć, być bezdomni, niedożywieni, ginąć na wojnach prowadzonych przez tych prawdziwych mężczyzn. Nieważne, oni nie są brani pod uwagę. Liczą się lordowie na zamkach, co mieli pieniądze na studiowanie i podróże. Co mieli majątki i władzę.

I do tych mężczyzn odwołują się feministki i z powodu ich prymatu obecnie znów głównie zwykli mężczyźni muszą ponosić karę i cierpieć dyskryminację. Bo przecież dziś działania dla „równości” nie dotykają bogatych cwaniaczków, czy testosteronowych przystojniaczków. Dziś znów po dupie dostanie zwykły facet, który jest człowiekiem dalszej kategorii. Bo nawet nie drugiej, bo druga kategoria to jeszcze nie było by tak źle.

58 tysięcy faszystów na meczu Polska-Izrael.

Mecz Polska-Izrael jeszcze się nie odbył. Nie musi się wcale odbyć, żeby już dziś móc dokonać przeglądu prasy światowej. Kupujemy sobie jakieś poczytne źródło informacji z zachodniej Europy, niech będzie np. Postępowy Post. Patrzymy na trzeciej stronie jest artykuł, a w nim informacja o 58 000 faszystów na meczu w Warszawie. Czytamy dalej:

„…w Polsce rządzonej przez ultrakatolicką i hiperfaszystowską partię PiS odbył się mecz reprezentacji tego kraju z Izraelem. Kibice skandowali hipernacjonalistyczne i ultraantysemickie hasła, buczeli podczas odegrania hymnu bezcennego Izraela oraz odpalili race, które jednoznacznie kojarzą się z bolesną historią tego kraju. Na meczu można było wyczuć, że nawet widzowie przed telewizorami przed otwarciem piwa najpierw z nienawiścią spalili kukłę Żyda. Te wszystkie zdarzenia wyraźnie dają nam sygnał, że żydowskie roszczenia zwrotu mienia bezspadkowego muszą zostać bezwzględnie zaspokojone”

Skoro przyszłość już się wydarzyła, to cóż nam robić aby jej zapobiec? Czy możemy jakoś wygrać z machiną propagandową, angażującą większość światowych mediów, posiadającą zaplecze intelektualne i finansowe o niezmierzonym potencjale? Czy możemy wygrać z rasizmem i fanatyzmem pewnych środowisk, które nienawidzą innych ludzi i dla których liczy się tylko interes jednej nacji? Co mamy robić? Idźmy za przykładem Mahatma Gandhiego i w walce z imperium medialnym zastosujmy bierny opór.

Skoro spodziewają się 58 000 faszystów, nie dajmy im nawet 100 faszystów, nie idźmy na ten mecz, zbojkotujmy go jako zagrażającego interesom naszego Państwa i naszego Narodu! Nie róbmy w Warszawie kolejnej Konferencji Bliskowschodniej, nie idźmy w ciemny zaułek gdzie bandyta z długim nosem skrył się aby nas uderzyć butelką w tył głowy i zabrać nam nasz portfel!

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mój przekaz nie dotrze do szerszej rzeszy ludzi i nie wywrze żadnego wpływu. Nie jesteśmy zorganizowani, nie mamy swoich mediów, a nawet jeśli jakieś powstają to nie wspieramy je dość dobrze. Wolimy kolorowe obrazki i chwytliwe tytuły w mediach tylko polskojęzycznych, bo z Polską mają tyle wspólnego, że są pisane w języku polskim. Reszta to obca indoktrynacja i obcy kapitał.

Walka o równe płace kobiet i mężczyzn.

Walka przyśpiesza. Marksizm kulturowy w coraz większym zakresie wkracza w nasze życie. To, co kiedyś dziwiło nas na Zachodzie, to samo dziś możemy zaobserwować w Polsce. Jednym z fetyszy marksistów kulturowych jest wyrównywanie wszystkiego. Wszyscy mają być równi. Choćby trzeba było nam pięty poobcinać! Podobnie jest z zarobkami. Nie po to wyrwano kobiety z domów, nie po to oderwano je od dzieci i wygoniono z kuchni, żeby teraz nie radziły sobie na progresywnym rynku pracy. Co w takiej sytuacji robią globaliści? Oczywiście uruchomiona została machina propagandowa, w mediach modne psycholożki wypowiadają się, jak to uciśnioną płcią są kobiety, jak to trzeba im pomóc i wyrównać szanse. Uruchamia się liczne programy pomocowe, a ważni i mądrzy redaktorzy cmokają z aprobatą na każde słowo wypowiedziane z wiatrem feministycznego szaleństwa. Jeśli nawet propaganda nie da rady, to na pewno pomogą dotację. Dotowanie to wspaniałe narzędzie w rękach sił postępowych, bo tak się akurat składa, że pieniędzy mają w brud. Ewentualnie zawsze mogą zmusić do dotowania kobiet lokalne rządy.

Czy te działania są słuszne, a jeśli są słuszne czy przyniosą spodziewany rezultat? Temat można rozpatrywać dwutorowo. Po pierwsze można się zastanowić, czy kobiety faktycznie są niedoceniane finansowo na rynku pracy. I tutaj pojawiają się pewne argumenty przeciwko tej teorii. Moim zdaniem najmocniejszym jest ten, że pracodawcy na wolnym rynku nie będą kierować się męską solidarnością, bo mężczyźni nie mają naturalnej tendencji do solidaryzowania się z innymi mężczyznami tylko ze względu na płeć. W związku z tym, jeśli kobiety są tańsze od mężczyzn, to powinny z korzyścią dla siebie wypierać mężczyzn z różnych stanowisk wyższego szczebla. Tak się jednak nie dzieje. Czyżby zarządy spółek dopuszczały się działania na niekorzyść podmiotów, którymi zarządzają?

Kolejnym argumentem przeciwko są badania dowodzą, że mężczyźni, szczególnie pewna grupa mężczyzn, nazwijmy ich karierowiczami, są bardziej zaangażowani w pracę i pracują dłużej niż kobiety. Pracują dłużej w tygodniu i ogólnie więcej lat spędzają na rynku pracy. Poświęcają swoje życie, zdrowie, rodziny aby piąć się w górę na szczeblach kariery. Mają silne parcie na władzę, pieniądze i uznanie. Większość mężczyzn i prawie wszystkie kobiety nie są jednak zainteresowani takim poświęceniem.

Załóżmy jednak na potrzeby eksperymentu myślowego, że kobiety są faktycznie dyskryminowane. Czy w takim wypadku zrównanie płac może przynieść jakieś korzyści? Chyba tylko takie, że hipergamiczne kobiety nie będą w stanie znaleźć dla siebie partnera, bo partner dla nich musi zawsze zarabiać więcej. Kobiety i tak zazwyczaj przechwytują pieniądze mężczyzn. Mają w takiej sytuacji do dyspozycji swoje pieniądze, które zwykle gromadzą sobie na oddzielnych kontach oraz pieniądze wspólne, które są pieniędzmi zarobionymi przez mężczyznę oraz wydatkowanymi na wspólne cele, z naciskiem na cele i potrzeby kobiety. Facet generalnie i tak jest człowiekiem drugiej kategorii w naszej rzeczywistości społeczno- gospodarczej, więc nawet jeśli są jakieś niesprawiedliwości (urojone najprawdopodobniej) to w ostatecznym rozrachunku ilość zasobów jakie ma do dyspozycji przeciętny mężczyzna jest drastycznie niższa od ilości zasobów, którymi dysponuje przeciętna kobieta. A nie zapominajmy jeszcze, że kobiety są dotowane przez państwo: wcześniejsze emerytury, lepsza opieka medyczna, fundacje i organizacje pomagające kobietom, alimenty na samotne matki, wsparcie edukacji itd.

Jest jeszcze pewna kwestia, sprytnie przemilczana przez mainstreamowe media. Chodzi o samą gotowość mężczyzny do ryzyka i poświęcenia. Co się dzieje, kiedy nagle wybucha pożar, albo dochodzi do powodzi. Albo co się dzieje, kiedy wybucha wojna. Czy wśród ochotników układających worki z piaskiem, albo wśród osób ryzykujących życiem gasząc pożar zdarzają się kobiety? Ile kobiet było wśród strażaków, którzy zginęli gasząc bliźniacze wieże w USA? Ile kobiet w razie wojny zostanie wcielona do armii będzie na pierwszej linii frontu bronić tego całego burdelu? Mężczyzna za samą użyteczność do tego typu akcji powinien dostawać 500 zł miesięcznie!

Dlaczego mężczyzna powinien być egoistą.

Czy zostałeś wychowany na dobrego chłopca, empatycznego, dbającego o innych? Czy tak wychowali cię rodzice i szkoła? Zapewne tak było. Dlatego dzisiaj pomijasz swoje własne pragnienia i zapominasz o swoich własnych interesach bo nie jesteś egoistą. Dbasz za to o słabszych, a takie na pewno wydają ci się kobiety. Dbasz też o starszych i okazujesz im szacunek. Jednak co się dzieje kiedy ty jesteś w potrzebie? Słyszysz zapewne, że chłopaki nie płaczą, weź się w garść, nie bądź p**dą!

Mężczyzna w naszym społeczeństwie jest człowiekiem drugiej kategorii. I piszę to z pełną odpowiedzialnością. Najpierw jest kobieta, czasami rozumiana jako układ kobieta i dziecko. Mężczyzna jest na dalszej pozycji, nie wiem nawet czy na drugiej. Na pewno na dalszej. Jeszcze istotne tutaj jest jaki ma kolor skóry, pochodzenie etniczne oraz jakiej jest orientacji seksualnej, ale o tym może innym razem. Na pewno nasze społeczeństwo nie stawia dobra mężczyzny na pierwszym miejscu. No i ok, może to ma jakiś sens jeśli spojrzymy na to wszystko z punktu widzenia przetrwania gatunku czy szans jakie każdy ma na starcie aby realizować swoje cele. W czasach sprzed rewolucji przemysłowej i sprzed zmian społecznych jakie się z tym wiązały kobieta była zdecydowanie słabsza, więc odpowiedzialny mężczyzna otaczał ją swoją troską i później troszczył się o układ kobieta+dzieci. Był silniejszy, mógł dłużej pracować, przenosić cięższe przedmioty, był odporniejszy psychicznie i stworzony do eksploracji otaczającego go świata. W zamian kobieta wspierała go, była mu wierna i nie robiła mu „pod górkę”. Był to swego rodzaju konsensus. Kooperacja płci, gdzie każda z nich miała swoje obowiązki i przywileje. I każda mogła się samorealizować w ramach swojej biologicznej przydatności.

Coś się jednak zmieniło. Pewien konsensus został zerwany. Obecnie kobiety mają tylko przywileje natomiast nie mają już obowiązków, które kiedyś czyniły je wartymi ochrony czy szacunku. W takim świecie mężczyzna wychowany na tzw. „białego rycerza” nie będzie mógł realizować swoich celów, bo nakłady sił i środków, które poczyni tytułem inwestycji w kobietę i dzieci nie zwrócą mu się w postaci satysfakcji, szacunku, szczęścia i spełnienia. Mało tego, poprzez swoje empatyczne i altruistyczne podejście może zostać wykorzystany, skrzywdzony a później uznany za słabego, za frajera. I co najgorsze cały aparat państwa oraz społeczeństwo będą przeciwko niemu, a w obronę wezmą kobietę. Kobieta sobie zawsze poradzi, zawsze znajdzie się ktoś gotowy jej pomóc, fundacje, organizacje, zwykli ludzie. A nawet jak się nie znajdzie, to państwo siłą zabierze mężczyznom i da kobietom. Nie ważne, że przez to zaburza równowagę między płciami.

Pewien niepisany pakt został złamany i dlatego wszystko co było już jest nieaktualne. Dziś najlepsza rada dla młodego mężczyzny to bądź egoistą! Realizuj swoje cele i zaspokajaj swoje potrzeby. Nie troszcz się o kobiety, one zawsze sobie jakoś poradzą. Im krzywdy zrobić nie dadzą. Ty dbaj o siebie, zabezpiecz swoją przyszłość, w relacjach bądź ostrożny i miej zawsze plan awaryjny. Jeśli uznasz jednak, że jest ktoś warty twojego poświęcenia i czasu to zrób to, daj coś od siebie, ale nie licz na nic w zamian, bo możesz się przeliczyć.